Blog

Życie w domku z prehistorii i nagła era luksusu dla wybranych

Wynajmuję nieduży domek od osoby, która w okolicy posiada całą kolekcję klonów mojego domu. Kiedy pierwszy raz tu wchodziłam czułam się jak w muzeum jednego eksponatu. Każdy dom wygląda tak samo, jakby kiedyś kupiła partię wyposażenia w hurcie i od tamtej pory konsekwentnie odmawia uznania, że technologia poszła do przodu. Wszystkie są umeblowane, więc teoretycznie powinnam być zachwycona. W praktyce trafiłam do rezerwatu sprzętów gospodarstwa domowego chronionych przez UNESCO. Już na początku usłyszałam od sąsiadów, że właścicielka bierze pieniądze chętnie, ale wkładanie ich w naprawy to dla niej ulubiona forma science fiction.

Sprzęty z ery żółtozoicznej

I faktycznie, wszystkie domy mają identyczną lodówkę. Jest tak stara, że z białej zdążyła się przeobrazić w żółtą. Nie przez brud, spokojnie, sprawdziłam. Mam obsesję na punkcie higieny kuchennej i jeśli coś chociaż podejrzanie wygląda, to robię inspekcję jak sanepid po okresie świątecznym.

Niektóre półki i szuflady w zamrażarce już przy moim wprowadzeniu były popękane. Trzeba było uważać, bo zamiast wysunąć szufladę można było w ręku znaleźć kawałek plastiku, który odklejał się od samego patrzenia w jego kierunku. Podobnie wyglądała kuchenka mikrofalowa. Też żółta. I to nie delikatnie żółta, tylko taka wchodząca w pomarańcz. Jakby przez lata podgrzewała same marchewki. Nigdy jej nie użyłam. Wolałam ją odłożyć na szafkę i robić tak, jak robią bohaterowie horrorów. Czyli ignorować dziwne rzeczy, udawać, że nie istnieją i iść dalej.

Łóżka szpitalno więzienne

Łóżka w sypialniach były specjalnym przeżyciem. Ramy metalowe, jakby przeniesione z magazynu rzeczy porzuconych. Deski tak zmęczone życiem, że chyba same błagały o emeryturę. Materac pamiętał lepsze lata i najwyraźniej bardzo za nimi tęsknił, bo każda sprężyna postanowiła przypominać mi o tym przy każdym przewróceniu się na bok. Próbowałam je polubić, ale trudno darzyć sympatią mebel, który próbuje Cię punktowo masować bez Twojej zgody. Gdyby chociaż były to stare drewniane łóżka, miałabym jakąś artystyczną wymówkę. Niestety nie. To były najprawdopodobniej najtańsze modele z Ikei z 2002 roku. Ikea już ich nie pamięta, ale one pamiętają wszystko.

Dlaczego ona mnie lubi?

I tu zaczyna się historia mnie i właścicielki. Nie mam pojęcia co zrobiłam, ale najwyraźniej mnie lubi. Może uśmiechnęłam się w odpowiednim momencie. Może powiedziałam dzień dobry w sposób, który dotarł do jej duszy. Może po prostu trafiłam jej w horoskop. Faktem jest, że w przeciwieństwie do sąsiadów dostaję wszystko, o co poproszę.

Najpierw poprosiłam o klimatyzację w sypialni, bo tutejsze upały są dla cywilizowanego człowieka wyzwaniem. Zgodziła się od razu. Poprosiła tylko, żebym nie mówiła sąsiadom, bo jeszcze dostaną napadu zazdrości. Spełniłam prośbę, ale i tak się zorientowali, że mam nową klimę. Trudno było nie zauważyć patrząc na to, że na naszej małej dzielnicy każdy obcy samochód powoduje wystawione przez okno z ciekawości oczy. Nic tu nie da się ukryć.

Remont domu z opcją ekstra

W kolejnym roku poprosiłam o odświeżenie tynku i farb. Zima i wilgoć zrobiły swoje, ściany odpadały przy byle dotyku i przybierały niepokojący czarny kolor. Tydzień później przysłała ekipę budowlańców. Odświeżyli wnętrze i zewnętrze. Tego drugiego nawet nie oczekiwałam, ale skoro już stali na drabinach, to niech robią.

Zajęło im to wieczność, bo miejscowi budowlańcy mają naturalną zdolność do robienia jednej rzeczy dziennie plus dodatkowe przerwy na kawę, papierosa, telefon do żony i analizę ruchu chmur. To chyba ich zadziwiająca forma zen. Coś, co w normalnym świecie zajęłoby trzy dni, im zajęło dwa tygodnie. Ale przy okazji zauważyli, że pergola przed domem grozi śmiercią tragiczną. Drewno było spróchniałe tak bardzo, że gdyby je stuknąć palcem, rozsypałoby się jak rabarbar pod kruszonką. Co było prawdą. Wszystkie pergole w jej domach wyglądają jak szkielety po bitwie z wiatrem.

O dziwo stwierdziła, że faktycznie należy ją wymienić. Po kilku miesiącach pod dom zaczęło przyjeżdżać drewno i kolejni panowie z miarkami, piłami i drabinami. Trwało to kolejne wieki, ale finalnie postawili przepiękną nową pergolę. Lepszą i większą niż poprzednia. I, podobnie jak remont, zrobiła ją tylko u mnie. Sąsiedzi patrzą na nasz dom jak na eksluzywną wersję premium, na którą sami nie mogą liczyć.

Niespodziewane ulepszenia

W zeszłym miesiącu zadzwoniła nagle i oznajmiła, że ma dla mnie nową lodówkę i zmywarkę do naczyń. Z lodówki się ucieszyłam. Zmywarka mnie zdziwiła. Nie wiem jakim cudem nie zauważyłam, że w każdym domu jest zmywarka, tylko u mnie nie. Okazało się, że moja była zepsuta jeszcze zanim się wprowadziłam. Nigdy jej nie widziałam, więc nie wiedziałam, że w ogóle istnieje.

Nie byłam do niej przekonana. Nigdy nie używałam zmywarki i nie wiedziałam nawet, czy trzeba ją głaskać, krzyczeć na nią, czy może podlewać. Obejrzałam kilka filmów na YouTube, przeczytałam instrukcję i… przepadłam. Jak ja żyłam tyle lat bez tego wynalazku. Zmywarka to moje małe objawienie. Najlepsza rzecz od wynalezienia koła! Nagle mam czas na szydełkowanie i życie. Czuję się jak człowiek, który wynalazł dodatkową godzinę w dobie.

Z lodówki też jestem zadowolona, choć na początku byłam trochę zawiedziona, bo producent nie przewidział, że być może będę chciała poustawiać półki w nieco innych miejscach niż on to sobie wymyślił. Ostatecznie jednak przekonałam się do niej. Półki w lodówce są głębsze i się wysuwają, więc nie muszę całego ciała wkładać do środka by wyciągnąć rzeczy ułożone na tylnych częściach. W zamrażarce szuflady się nie kruszą się pod najdelikatniejszym dotykiem a na dodatek mają wygodną blokadę, że nie spadają mi na stopy, gdy z rozpędu pociągnę za mocno. No i przede wszystkim jest biała a to w tym domu to luksus.

Zagadkowa sympatia trwa

Nie wiem czym sobie zasłużyłam na taką opiekę. Może jestem jej ulubionym lokatorem. Może w poprzednim życiu oddałam jej dywan. Może jestem jedyną osobą, która płaci na czas. Nie wiem. Ale jestem wdzięczna. Szkoda mi trochę sąsiadów, ale być może ona ich nie lubi z jakiegoś bardzo konkretnego powodu. A ja przecież nie będę wciskać nosa w nieswoje sprawy.

Może uznała, że mój dom będzie jej wizytówką i dzięki temu inni najemcy pomyślą, że jest hojna.

Nieważne. Wiem jedno. Jeśli któregoś dnia zapuka do mnie z informacją, że postanowiła mi wymienić całą kuchnię na nową, to otworzę drzwi z entuzjazmem.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Opinie
Zobacz wszystkie
0
Co o tym sądzisz? Dodaj komentarzx