Cyfrowe państwo z analogowym mózgiem
Z wiekiem wielu ludzi przechodzi w dziwny stan pomiędzy mądrością a uporem. To moment, kiedy przestają nadążać za światem, ale jeszcze o tym nie wiedzą. I właśnie wtedy stają się, nie da się tego ująć inaczej, trochę jak dzieci. Dzieci, które wszystko wiedzą najlepiej, tylko że akurat nie wiedzą, jak włączyć Wi-Fi.
To nie złośliwość, tylko biologia i psychologia w akcji. Mózg zwalnia, schematy się utrwalają, a świat tymczasem pędzi jak szalony. Kiedyś wystarczyło raz w życiu nauczyć się obsługi telewizora i już się było technologicznym ekspertem. Dziś, jeśli przez pół roku nie aktualizujesz telefonu, to stajesz się cyfrowym dinozaurem, którego połowa aplikacji już nie działa.
Rodzice kontra rzeczywistość 2.0
Moi rodzice są właśnie na tym etapie. Mają komputer i smartfony, korzystają z Internetu, ale gdyby im ktoś powiedział, że Internet to nie tylko Facebook i Allegro, prawdopodobnie spojrzeliby z politowaniem.
Udają, że wszystko wiedzą. Nie przyznają się, że nie rozumieją. A potem dzwonią do mnie z dramatycznym tonem:
„Komputer się zepsuł! Wszystko zniknęło! Nic nie działa!”
I oczywiście nie wiedzą dlaczego. Zazwyczaj okazuje się, że „komputer się zepsuł”, bo tata kliknął w wyskakujące okienko „Zainstaluj bezpłatny optymalizator systemu”, a mama „usunęła jakieś pliki, bo przeszkadzały w przeglądaniu wpisów koleżanek na facebooku”.
Albo smartfon nagle przestał dzwonić, bo ktoś włączył tryb samolotowy, „bo tak jakoś było szybciej”.
I nie, nie można im powiedzieć wprost: „Nie wiecie, co robicie”, bo wtedy od razu pojawia się oburzone:
„A co ty myślisz, że my tacy starzy, że nie umiemy telefonu obsłużyć?!”
No jasne, że umieją. Do momentu, aż coś pójdzie nie tak.
Autorytet nieśmiertelny
To zjawisko nie dotyczy tylko moich rodziców. Dotyczy całego pokolenia, które przez dekady było autorytetem, więc nie potrafi znieść myśli, że świat przestał ich słuchać.
Przyznanie się, że się czegoś nie rozumie, to dla nich mała śmierć ego.
Więc zamiast zapytać, wolą udawać.
A jak już coś się zawiesi, popsuje, zniknie albo zhakują im pocztę wtedy dzwonią po „dziecko od komputerów”.
Nie dziwię się, to mechanizm obronny. Tylko że trochę męczący dla tych, którzy muszą to naprawiać.
Cyfrowe decyzje w realnym świecie
To samo widać w ich decyzjach życiowych. Moi rodzice są emerytami i mają dużo wolnego czasu. To piękne. Ale wygląda na to, że zapomnieli, że ja nie mam.
Kilka dni temu dostaję telefon:
„Kochanie, zarezerwowaliśmy bilety! Przylatujemy w przyszłym tygodniu!”
Brzmi cudownie, prawda? Tylko że nikt mnie nie zapytał, czy wtedy mogę. Czy mam urlop. Czy nie mam wtedy miliona rzeczy do zrobienia.
Nie, po prostu kupili bilety, bo „to dobra cena była”.
I jak tu tłumaczyć, że świat nie kręci się wokół ich kalendarza? Że nie mogę rzucić wszystkiego tylko dlatego, że postanowili mnie odwiedzić?
W ich świecie „dzieci” zawsze miały obowiązek się dostosować. Tylko że to „dziecko” ma już własne życie, pracę, zobowiązania i trochę mniej elastyczną rzeczywistość niż emerycki grafik spacerów i drzemek.
A na górze rządzi ten sam problem
To wszystko to tylko mikro-wersja większego zjawiska. Bo podobny problem widać na poziomie społecznym: światem i technologią, i polityką, rządzą głównie ludzie, którzy tych technologii nie rozumieją.
Ci sami, którzy regulują sztuczną inteligencję, często nie wiedzą, czym ona w ogóle jest i do czego służy.
Piszą ustawy o danych osobowych, a nie potrafią ustawić silnego hasła w telefonie nie wspominając o logowaniu dwuetapowym.
To tak, jakby babcia kazała nam gotować bez Internetu, bo „za jej czasów to się gotowało z głowy”.
Niby rozumiesz, o co jej chodzi, ale jednak chciałbyś, żeby ktoś w kuchni wiedział, że piekarnik ma teraz więcej funkcji niż „włącz” i „wyłącz”.
Nie ośmieszaj, oswajaj
Z wiekiem strach przed nieznanym staje się większy, a potrzeba zachowania twarzy silniejsza.
Nie da się tego przegadać ani „nauczyć raz na zawsze”. Jedyne, co można, to próbować z empatią.
Nie ośmieszać, tylko oswajać.
Nie mówić „Jak tego nie wiesz?!”, tylko „To nowe, ja też się gubiłam na początku”.
A kiedy już po raz kolejny usłyszysz:
„Nie wiem, co się stało, samo się zepsuło…”
weź głęboki oddech, zrób kawę i przypomnij sobie, że świat klika szybciej, niż rodzice mrugają.


