
Nier Automata i napad egzystencjalnego kryzysu
Zaczęłam grać w NieR: Automata dla muzyki. Zostałam dla egzystencjalnego kryzysu. Dla tych, którzy nie mieli jeszcze przyjemności poznania dzieła Yoko Taro: to gra o androidach walczących z maszynami na opustoszałej Ziemi w imieniu ludzkości, która ewakuowała się na Księżyc. Brzmi jak standardowe sci-fi? Ha! To pułapka. Pod pozorem hack-and-slasha o robotach kryje się filozoficzny labirynt pełen pytań o świadomość, sens istnienia i naturę człowieczeństwa.
Główna fabuła opowiada o 2B i 9S, androidach z organizacji YoRHa, którzy odkrywają, że ich misja i świat nie są tym, czym się wydawały. Ale to jeden z pobocznych, pozornie nieistotnych NPC-ów zadał mi pytanie, które sprawiło, że zaczęłam zastanawiać się nad tożsamością bardziej intensywnie niż kiedykolwiek wcześniej. Ten android martwił się, czy wymiana uszkodzonych części nie sprawi, że przestanie być sobą.
Gdy przypadkowy NPC ma większe problemy tożsamościowe niż ty po przeczytaniu horoskopu
Ten pozornie nieistotny android stał przed dylematem godnym najlepszych filozoficznych rozprawek: wymienić zepsute komponenty czy pozostać uszkodzonym, ale “autentycznym”? To tak jakby pytać, czy wolisz być sprawny, ale z syndromem oszusta, czy dysfunkcyjny, ale prawdziwy. Android ma przynajmniej konkretne części do wymiany. My musimy radzić sobie z całym tym bałaganem zwanym “ja” bez instrukcji obsługi , choć popkultura co chwila przypomina nam, że nie jesteśmy w tym sami.
Podobny egzystencjalny dylemat pojawia się ostatnio w Genshin Impact wraz z nową postacią Ineffą, także robotem, ale opowiedzianym w zupełnie inny sposób. Ineffa straciła pamięć i nie wie, kim była, skąd pochodzi ani gdzie jest jej dom. W pewnym momencie zadaje pytanie, które brzmi jak echo paradoksu Okrętu Tezeusza, ale przez pryzmat pamięci: czy będzie tą samą “osobą”, jeśli wspomnienia do niej wrócą?
Jej obawa jest subtelna, ale potężna: bo może nowa osoba, ukształtowana przez brak pamięci i obecne doświadczenia, zostanie całkowicie zastąpiona przez starą wersję, tę z poprzednich wspomnień. A jeśli tak, to czy obecna Ineffa w ogóle jeszcze istnieje? To jakby bać się własnego “powrotu do siebie”. I znowu, jak w przypadku androida z NieR, okazuje się, że największe kryzysy tożsamościowe nie dzieją się podczas wielkich bitew, tylko w cichych chwilach zadawania pytań, na które nikt nie zna odpowiedzi.
To tylko drobny element w ogromnej mozaice filozoficznych dylematów, które NieR: Automata rzuca graczom między walkami z gigantycznymi robotami. Ale czasem to właśnie te małe, pozornie nieistotne momenty potrafią zmusić cię do przemyśleń bardziej niż cała główna fabuła. Ten konkretny android rzucił mnie prosto w objęcia paradoksu Okrętu Tezeusza, jakby starożytni Grecy nie mieli nic lepszego do roboty niż psuć nam spokój ducha na następne dwa tysiące lat.
Okręt Tezeusza, czyli dlaczego starożytni filozofowie byli sadystami
Problem Tezeusza mówi o okręcie płynącym po wodach przez lata. Stopniowo wymienia się w nim każdą deskę, każdy żagiel, każdą linę. W końcu nie ma ani jednej oryginalnej części. Pytanie brzmi: czy to wciąż ten sam okręt? A jeśli ktoś z tych starych desek zbuduje nowy statek, który z nich jest “prawdziwy”? Dylemat Ineffy w Genshin Impact jest trochę takim Okrętem Tezeusza opartym na pamięci: czy po odzyskaniu wspomnień to wciąż będzie ta sama ‘ona’, czy raczej zupełnie inny statek, zbudowany z dawnych desek?
Starożytni Grecy wymyślili ten paradoks prawdopodobnie po to, żeby przyszłe pokolenia studentów filozofii miały co robić w czasie sesji egzaminacyjnej. Udało się. Ten pozornie niewinny problem sprawia, że od wieków ludzie siedzą nad nim, drapią się po głowie i zastanawiają się, czy przypadkiem nie przegapili jakiejś oczywistej odpowiedzi.
Nie przegapili. Po prostu nie ma łatwej odpowiedzi, co jest niesamowicie irytujące.
Ludzie też się “wymieniają”, tylko nikt im za to nie płaci
Myślisz, że paradoks Okrętu Tezeusza nie ma zastosowania do ludzi, bo nie mamy części zamiennych? Wielki błąd. Wymieniamy się nieustannie, tylko robi to za nas organizm, więc nie musimy się martwić o gwarancję.
Biologicznie jesteś jak okręt na generalnym remoncie non-stop. Komórki skóry, krwi, nabłonków wymieniają się regularniej niż obsada reality show. Nawet neurony, te rzekomo nieśmiertelne bastiony naszej tożsamości, przeplatają swoje połączenia jak plotkarki zmieniające tematy rozmów.
Psychicznie też nie jesteś modelem stałości. Twoja pamięć rekonstruuje się za każdym razem jak fan fiction napisany przez kogoś, kto zapomniał połowy oryginalnej fabuły. Osobowość ewoluuje, wartości się zmieniają, a cele życiowe mają tendencję do mutacji częstszej niż wirus grypy. W tym sensie Ineffa jest bardzo ludzkim robotem. Jej lęk, że powrót pamięci zmieni ją w kogoś innego, przypomina nasz własny niepokój związany z tym, jak pamięć nas kształtuje i jak łatwo ją nadpisujemy.
Społecznie przechodzisz przez więcej ról niż aktor w teatrze jednego człowieka. Dziecko, uczeń, pracownik, rodzic, mentor – każda rola zmienia sposób, w jaki postrzegasz siebie i świat. Gdyby tożsamość zależała od stałości, wszyscy bylibyśmy w głębokiej egzystencjalnej kiszy.
Filozofowie próbują ratować sytuację (i nasze zdrowie psychiczne)
Na szczęście filozofowie przez wieki próbowali rozwiązać ten problem, więc mamy przynajmniej kilka teorii, z których możemy wybierać według preferencji lub nastroju.
Ciągłość psychologiczna to teoria dla ludzi, którzy wierzą, że “ja” to przede wszystkim umysł. Według Locke’a i jego następców, jesteś sobą, dopóki pamiętasz, że nim jesteś, i dopóki istnieje łańcuch świadomości łączący cię z twoimi wcześniejszymi wersjami. To brzmi logicznie, dopóki nie pomyślisz o tym, co się dzieje z ludźmi z amnezją. Czy przestają być sobą? Teoria milczy na ten temat jak nastolatkek zapytany o plany na przyszłość. To dokładnie problem Ineffy! Jeśli nie pamięta swojej przeszłości, to czy nadal jest tą samą osobą? A jeśli odzyska pamięć, to czy obecna wersja Ineffy zniknie, ustępując miejsca tej dawnej? Locke pewnie by się ucieszył z takiego żywego przykładu swojej teorii.
Animalizm to podejście dla pragmatyków. Jesteś tym samym człowiekiem, dopóki jesteś tym samym organizmem. Prosto, jasne, biologicznie uzasadnione. Problem w tym, że oznacza to, iż nawet po całkowitej utracie pamięci i osobowości nadal jesteś “sobą”. To może być pocieszające dla rodziny, ale niekoniecznie dla ciebie.
Tożsamość narracyjna to teoria dla ludzi, którzy lubią opowiadać historie. Według niej “ja” to spójna opowieść o twoim życiu. Jesteś tym, kim jesteś, dopóki potrafisz połączyć swoje doświadczenia w jedną, mniej więcej sensowną historię. To całkiem fajne podejście, dopóki życie nie zacznie przypominać serialu napisanego przez zespół scenarzystów cierpiących na amnezję i problemy z komunikacją.
Kryteria esencjalne i relacyjne to opcja dla ludzi, którzy nie potrafią się zdecydować. Część twojej tożsamości tkwi w jakimś “rdzeniu” (dusza, wartości, powołanie), a część jest potwierdzana przez otoczenie. To trochę jak crowdsourcing tożsamości – jeśli wystarczająco dużo ludzi uważa, że jesteś sobą, to prawdopodobnie nim jesteś.
Kiedy tożsamość naprawdę pęka (i nie, to nie przez zbyt dużo selfie)
Podczas gdy filozofowie spierają się o procenty i definicje, prawdziwe życie ma swoje sposoby na testowanie naszej tożsamościowej elastyczności.
Ciężka amnezja potrafi przeciąć łańcuch pamięci jak nożyczkami przecina się wstążkę na otwarciu sklepu. Demencja powoli rozpuszcza tożsamość jak cukier w deszczu. Urazy mózgu mogą zmienić osobowość tak radykalnie, że rodzina ma wrażenie, że ich bliski został porwany przez kosmitów i zastąpiony kimś bardzo podobnym, ale dziwnie obcym. Historia Ineffy w Genshin Impact brzmi jak fabularne rozwinięcie tego samego problemu: amnezja jako cięcie tożsamości w pół, a powrót wspomnień jako potencjalna wymiana jednej osoby na drugą.
Głębokie traumy, konwersje światopoglądowe, doświadczenia graniczne – wszystko to potrafi zburzyć dotychczasową narrację o sobie i zmusić do napisania nowej od zera. To jak gdyby odkryć, że przez lata żyłeś w złym filmie i nagle ktoś zmienił gatunek z komedii romantycznej na horror psychologiczny.
Android kontra człowiek: kto ma większe problemy?
Porównując androida z NieR: Automata z człowiekiem, można odnieść wrażenie, że android ma łatwiej. Ma konkretne części do wymiany, jasno zdefiniowane funkcje, może zrobić backup swojej świadomości. To jak porównywanie IKEA z antykwariatem – jedno ma instrukcję montażu, drugie ma “charakter” i niejasną proweniencję.
Ale android ma też problemy, których człowiek nie zna. Można go sklonować 1:1, co rodzi pytanie: jeśli istnieją dwie identyczne kopie, która z nich jest “prawdziwa”? To jak dylemat z bliźniakami, tylko że tu bliźniaki mają identyczne wspomnienia, osobowość i przekonanie, że to one są oryginałem.
Człowiek z kolei ma przewagę w postaci biologicznej niemożliwości perfekcyjnego klonowania świadomości. Nasze kopie zapasowe są zawsze niepełne, zniekształcone, subiektywne. To frustrujące, ale przynajmniej chroni nas przed egzystencjalnym kryzysem typu “który ze mnie jest prawdziwy?”.
Dlaczego pytanie o “procent tożsamości” to pułapka
Ilekroć ktoś pyta “ile procent siebie mogę zmienić, żeby nadal być sobą?”, filozofowie zaczynają się uśmiechać tym samym uśmiechem, którym psycholog wita pacjenta pytającego, czy jego fobia przed klaunami to przypadkiem normalne zachowanie.
To pytanie opiera się na błędnym założeniu, że tożsamość to coś, co można podzielić na kawałki i zliczyć jak składniki w przepisie kulinarnym. “Weźmy 40% wspomnień z dzieciństwa, dodajmy 30% aktualnych przekonań, doprawimy 20% planów na przyszłość i szczyptą ulubionych seriali…” Nie, to tak nie działa.
Paradoks sorites (ten z kupką piasku) doskonale ilustruje problem. Jeśli usuwasz ziarnko po ziarnku, w którym momencie kupka przestaje być kupką? Podobnie z tożsamością – ciągła zmiana sprawia, że niemożliwe jest wskazanie konkretnego momentu, w którym przestajesz być sobą.
Niektóre zmiany są tożsamościowo “kosztowniejsze” od innych. Możesz zmienić fryzurę, gust muzyczny, sposób ubierania się – to może wpłynąć na to, jak cię postrzegają inni, ale raczej nie sprawi, że obudzisz się jako ktoś inny. Ale zmiana fundamentalnych wartości, utrata kluczowych wspomnień, radykalna transformacja osobowości – to może rzeczywiście zachwiać poczuciem tożsamości.
Praktyczny poradnik przetrwania tożsamościowego w świecie nieustannych zmian
Skoro już wiesz, że tożsamość to nie lego, które można rozkładać i składać według instrukcji, możesz zacząć dbać o nią w bardziej przemyślany sposób.
Prowadź dokumentację swojego życia. Dzienniki, zdjęcia, nagrania, listy – to wszystko służy jako zewnętrzna pamięć twojej historii. Gdy pamięć biologiczna zawiedzie (a zawiedzie, bo tak już jest skonstruowana), będziesz miał backup w postaci konkretnych dowodów na to, kim byłeś i jak się zmieniałeś.
Dbaj o koherencję swoich celów i wartości. Nie oznacza to, że nie możesz się zmieniać – przeciwnie. Ale zmieniaj się ewolucyjnie, nie rewolucyjnie. Pozwól swojemu “ja” rosnąć i dojrzewać, zamiast co kilka lat wyrzucać wszystko przez okno i zaczynać od nowa jak startup po kolejnym pivotowaniu.
Inwestuj w relacje jako zewnętrzną pamięć. Bliscy ludzie to żywe archiwa twojej historii. Pamiętają, kim byłeś, widzą, kim się stajesz, pomagają ci połączyć te kropki w spójną całość. W momentach kryzysu tożsamościowego to oni przypomną ci, że nadal jesteś sobą, tylko może w nieco innej wersji.
Zadbaj o podstawy biologiczne. Sen, ruch, właściwe odżywianie, ograniczanie używek – to może brzmi banalnie, ale to fizyczne fundamenty stabilności psychicznej. Trudno się zastanawiać nad tożsamością, gdy mózg pracuje na trzech cylindrach.
Naucz się integrować zmiany. Duże transformacje życiowe (przeprowadzka, nowa praca, rodzicielstwo, straty) to nie koniec starego “ja” i początek nowego – to kolejne rozdziały tej samej książki. Szukaj sposobów na połączenie nowych doświadczeń z dotychczasową historią.
Co nas czeka w przyszłości: gdy science fiction staje się science
NieR: Automata to na razie fikcja, ale technologia ma tę nieprzyjemną właściwość, że sprawia, że wczorajsze fantazje stają się jutrzejszymi dylematami etycznymi. Interfejsy mózg-komputer, neuroprotezowanie, modulacja farmakologiczna osobowości – to wszystko już nie brzmi jak science fiction, tylko jak artykuły z “Nature” z następnego dziesięciolecia.
Gdy będziemy mogli robić backup pamięci, modyfikować osobowość, przenosić świadomość między nośnikami, filozoficzne pytania o tożsamość przestaną być abstrakcyjnymi ćwiczeniami umysłowymi, a staną się pilnymi problemami prawnymi i etycznymi.
Czy kopia zapasowa twojej świadomości w chmurze to ty, twój awatar, czy twój cyfrowy bliźniak? Kto dziedziczy twoją tożsamość po przeniesieniu do nowego ciała – stary ty, nowy ty, czy może obaj? Te pytania brzmią dzisiaj jak scenariusz filmu sci-fi, ale za kilkadziesiąt lat mogą stać się tak przyziemne jak dzisiejsze spory o to, kto dziedziczy konta w mediach społecznościowych.
Podsumowanie dla zabieganych egzystencjalistów
Pytanie “kim jestem, gdy się zmieniam?” nie ma prostej odpowiedzi, bo opiera się na błędnym założeniu, że “ja” to coś stałego i policzalnego. Nie ma magicznego procentu, po przekroczeniu którego przestajesz być sobą. Nie ma listy części zamiennych, której można użyć do kalkulacji tożsamości.
Tożsamość to proces, nie produkt. To opowieść, którą opowiadasz sobie i światu o tym, kim jesteś i skąd pochodzisz. Ta opowieść może się zmieniać, rozwijać, czasem nawet radykalnie przekształcać – ale dopóki potrafisz ją rozpoznać jako swoją, dopóty pozostajesz sobą.
Android z NieR: Automata może wymieniać części i martwić się o zachowanie tożsamości. Ty możesz wymieniać komórki, wspomnienia, przekonania i cele – i też martwić się o zachowanie tożsamości. W obu przypadkach odpowiedź jest ta sama: to nie konkretne części cię definiują, ale ciągłość twojej historii i spójność twojej narracji.
Więc następnym razem, gdy zaczniesz się zastanawiać, czy po tym wszystkim, co przeszedłeś i jak się zmieniłeś, nadal jesteś sobą, pamiętaj: samo zadawanie tego pytania jest dowodem na to, że jakieś “ja” w tobie trwa i stara się zrozumieć siebie. A to może być najlepsza definicja tożsamości, na jaką możemy liczyć.
I następnym razem pomyśl dwa razy, zanim zaczniesz grać w gry Yoko Taro. To człowiek potrafi sprawić, że filozoficzne traktaty wydają się lekką rozrywką w porównaniu z jego fabułami.




