
Głupota tańsza niż propaganda
Dietrich Bonhoeffer, niemiecki teolog, pastor i antynazistowski opozycjonista, pozostawił po sobie jedno z najprzenikliwszych ostrzeżeń wobec zagrożeń cywilizacyjnych: głupota, a nie zło, jest największym wrogiem dobra. W zapiskach z więzienia, szczególnie w eseju „Po dziesięciu latach”, Bonhoeffer analizuje głupotę nie jako deficyt intelektualny, ale jako społeczny i etyczny fenomen, który czyni społeczeństwa podatnymi na manipulację i tyranię.
Dietrich Bonhoeffer nie znał TikToka, ale gdyby żył dzisiaj, pewnie miałby o nim kilka brzydkich słów do powiedzenia. Bo oto, proszę Państwa, teoria głupoty z czasów Trzeciej Rzeszy ma się dziś lepiej niż influencer z kodem rabatowym.
Jak głupota zdobywa władzę? Przez oddanie mózgu do depozytu.
Bonhoeffer, niemiecki pastor i facet, który miał więcej odwagi niż cały Facebook razem wzięty, zauważył, że problemem nie jest brak wiedzy, tylko dobrowolna kastracja moralna. Czyli moment, w którym człowiek stwierdza: „Za dużo myśleć? Dzięki, nie skorzystam”. I oddaje swoje zdolności krytyczne w ręce kogokolwiek, kto mówi wystarczająco pewnym głosem. Dziś tym kimś może być polityk z Twittera, guru od afirmacji albo randomowy coach od sukcesu, który ma więcej followersów niż neuronów.
Przykład? Weźmy filmik, w którym influencerka stwierdza, że Ziemia to „wibracja świadomości”. Przykłady: The New Earth Birth: How to Transition with It”, gdzie autorka mówi o „narodzinach Nowej Ziemi”, przechodzeniu do wyższych wymiarów i zmianie świadomości. W filmie pojawiają się sugestie, że Ziemia to nie tylko fizyczna planeta, ale także pole świadomości i energia, z którą można się synchronizować.
W filmie “The Multidimensional New Earth” influencerka omawia koncepcję wielowymiarowej Ziemi, na której wszystko jest przejawem świadomości i wibracji, a rzeczywistość zależy od poziomu „światła” i częstotliwości, na jakiej wibruje dana osoba.
Tysiące odsłon. Zero oporu. Komentarze? „Tak czuję, więc to prawda.” Voilà – Bonhoeffer kiwa głową zza grobu.
Rumuński badacz, Iulian Răpcianu, w swojej analizie z 2024 roku rozwija ten wątek, pisząc że tyrania nie potrzebuje geniuszu — wystarczy, że ma do dyspozycji czyjąś głupotę. I to się zgadza: nie trzeba przecież zbudować gułagu, wystarczy zalać internet odpowiednią narracją i poczekać, aż ludzie się jej uczepią.
Funkcjonalna głupota, czyli „wiem, ale nie powiem, bo po co się wychylać”
Brytyjski badacz J. Coope opisał coś, co wszyscy znamy: „funkcjonalną głupotę” – czyli sytuację, w której ludzie celowo nie myślą, żeby nie psuć atmosfery. Niby wszystko wiedzą, ale wolą przymknąć oczy i udawać że nic nie widzą. To jak w pracy, gdzie wszyscy widzą, że nowa strategia firmy to mem w przebraniu Excela, ale nikt się nie odzywa, bo nie chce wylecieć z pracy a przecież ma kredyt i dzieci na utrzymaniu.
Według badania Claro Wellbeing, ponad jedna trzecia firm stosuje tzw. wellbeing-washing – deklarują troskę o dobrostan psychiczny, ale w praktyce nie wspierają pracowników. Pracownicy w takich organizacjach często są przeciążeni obowiązkami, pracują w nadgodzinach, a działania wellbeingowe mają charakter powierzchowny (np. dostęp do infolinii, zajęcia jogi), nie rozwiązując realnych problemów z przeciążeniem czy presją na wyniki.
Raporty podkreślają, że firmy często wprowadzają programy wsparcia psychicznego czy wellness, ale jednocześnie utrzymują wysokie wymagania, toksyczną kulturę organizacyjną i oczekują pracy po godzinach. Przykładem jest oferowanie aplikacji do medytacji czy webinarów o stresie, podczas gdy pracownicy są zmuszani do pracy ponad normę, by realizować cele biznesowe.
W praktyce, zamiast realnego wsparcia, pracownicy otrzymują działania fasadowe, które nie zmieniają warunków pracy i nie eliminują źródeł stresu, takich jak nadgodziny czy zbyt mała liczba osób w zespole względem zadań. Nikt jednak nie wychyla się i nie mówi o tym głośno. Nawet badania Claro Wellbeing są anonimowe. Jak Coope napisał – to nie przypadek, to system. A system kocha głupotę, bo nie zadaje pytań.
Sumienie: luksus nie dla każdego
BJ Burkholder, teolożka z USA, przypomniała w 2022 roku, że jedyną realną przeciwwagą dla tego wszystkiego jest sumienie. Ale nie to „niedzielne” – tylko takie, które boli, kiedy trzeba iść pod prąd. Burkholder mówi, że Bonhoeffer widział sumienie jako przestrzeń, gdzie spotykają się rozum i duchowa niezależność. Czyli miejsce, które dziś zamieniliśmy na Spotify z playlistą „Zrelaksowany Poniedziałek”. Współczesna edukacja moralna powinna – według Burkholdera – przywrócić indywidualną odpowiedzialność za prawdę i dobro, nawet kosztem wyobcowania z tłumu.
Czy ktoś jeszcze wie, jak wygląda sumienie w praktyce? Może i tak. Ale trudno w nie zainwestować, kiedy łatwiej odpalić TikToka i obejrzeć 5-minutowy poradnik o tym, jak „przestać się przejmować i afirmować obfitość”. Oczywiście między reklamą adaptogenów a nową kolekcją bielizny mentalnej.
Polityka: cyrk, w którym klauni są wybierani przez publiczność
John Mauldin, politolog i autor analiz porównujących Bonhoeffera z Karlem Barthem , trafnie zauważa, że władza polityczna opiera się dziś nie tylko na represji, ale także na dobrowolnej rezygnacji obywateli z myślenia. Polityk nie musi być mądry. Wystarczy, że będzie gadał tak, jak ludzie chcą słyszeć – prosto, emocjonalnie, bez niuansów.
Przykład z naszego podwórka? Donald Trump w kampanii i prezydenturze stosował „spektakl”, gdzie gesty i widowiskowość były ważniejsze niż fakty. Jego autentyczność była w dużej mierze pozorna, a uproszczony, często obraźliwy język przyciągał wyborców, którzy oczekiwali prostych, emocjonalnych przekazów zamiast złożonych analiz politycznych. Trump, podobnie jak inni populistyczni liderzy w historii USA, przedstawiał siebie jako obrońcę „zwykłych ludzi” przeciwko elitom, często używając retoryki nienawiści i wskazując kozłów ofiarnych . Ludzie biją brawo. Dlaczego? Bo to brzmi dobrze. A jak coś brzmi dobrze, to nie trzeba już sprawdzać, czy ma sens. Bonhoeffer patrzy i wie: właśnie tak działa społeczna głupota.
Bonhoeffer, prorok ery algorytmu
Nie trzeba być teologiem, by zrozumieć, że Bonhoeffer trafił w punkt. Dziś, w czasach deepfake’ów, trolów internetowych i komentarzy zaczynających się od „ja tam nie wiem, ale…”, głupota przestała być błędem — stała się strategią. I to taką, która działa, bo nikt nie lubi się męczyć myśleniem, skoro może po prostu „czuć, że ma rację”.
Moral z bajki dla dorosłych
Głupota nie boli. Przynajmniej nie głupiego. Ale jej skutki odczuwamy wszyscy – w decyzjach politycznych, edukacji, kulturze, mediach. Bonhoeffer ostrzegał, a my dziś mamy dowody. Nie potrzebujemy więcej danych. Potrzebujemy ludzi, którzy jeszcze nie oddali rozumu do serwisu i mają odwagę powiedzieć: „Ej, to jest absurd”. I wyjść z tego zbiorowego Matrixa.




