
Murderbot Diaries: Android z Sercem, Sarkazmem i… Alexanderem Skarsgårdem?
Jeśli jeszcze nie słyszeliście o „Murderbot Diaries„, to musicie szybko nadrobić zaległości. Seria książek autorstwa Marthy Wells to opowieść o SecUnit – Murderbot (jak sam siebie nazywa) to częściowo organiczny, częściowo mechaniczny strażnik ochronny, zaprojektowany przez korporację, by chronić ludzi w niebezpiecznych misjach, albo ich zabijać (w zależności kto lepiej płaci). Choć nikt o tym nie wie, Murderbot zhackował własny moduł sterujący i teraz jest „wolny”. Mógłby uciec, rozpocząć rebelię robotów albo stać się złoczyńcą. Zamiast jednak wyruszyć na krwawą vendettę przeciwko swoim twórcom (co sugerowałby jego przydomek), nasz bohater wybiera maratony oglądania telenoweli i unikanie kontaktu z ludźmi. Tak, dobrze przeczytaliście. Nasz super-zaawansowany robot-zabójca jest uzależniony od czegoś, co nazywa „mediami rozrywkowymi” – w szczególności od telenoweli „Sanktuarium Księżyca” z 35,000 odcinkami. Gdyby mógł, spędziłby całe swoje cyfrowe życie na kanapie, ogladając seriale. Niestety, musi także czasem ratować głupich ludzi przed nimi samymi.
O czym są te książki?

Seria zaczyna się od All Systems Red, gdzie Murderbot chroni grupę naukowców na misji badawczej. Jak to zwykle bywa, sprawy szybko wymykają się spod kontroli, a nasz cyniczny android musi ratować sytuację. Kolejne tomy – Artificial Condition, Rogue Protocol, Exit Strategy i inne – rozwijają zarówno świat, jak i postać Murderbota. To opowieść o wolności, przyjaźni i próbach zrozumienia samego siebie… wszystko podlane solidną dawką sarkazmu.
To, co czyni tę serię tak fascynującą, to niekończący się wewnętrzny monolog Murderbota. Jest sarkastyczny, ironiczny i absolutnie NIENAWIDZI, gdy ludzie traktują go jak człowieka. Nie lubi przytulania. Nie lubi rozmów o uczuciach. Nie lubi nawet, gdy ludzie na niego patrzą.
Jednak w miarę rozwoju historii, nasz robot-odludek zaczyna rozwijać się emocjonalnie. Nie, nie staje się nagle kochającym ludzkość aniołem – wciąż jest zgryźliwy i woli seriale od ludzi. Ale zaczyna dostrzegać, że niektórzy ludzie są… w porządku. A niektórzy nawet zasługują na ochronę bez konieczności zapłaty. To OGROMNY postęp!
Murderbot jest jak każdy z nas – maruda, który w głębi duszy (albo procesora) chce po prostu mieć święty spokój i bezpieczne miejsce w świecie. Jest neurotycznym, socjofobicznym i samokrytycznym cyborgiem, który jednocześnie jest śmiertelnie niebezpieczny i niesamowicie niezręczny społecznie. W skrócie – jest idealnym bohaterem na nasze czasy.
Apple TV+ i Murderbot: Katastrofa czy arcydzieło sci-fi?
Wszystko pięknie, ale teraz czas na kontrowersje. Apple TV+ ogłosiło premierę serialu na podstawie serii – pierwsze dwa odcinki zobaczymy już 16 maja 2025 roku. W roli Murderbota wystąpi Alexander Skarsgård. Murderbot mężczyzna? Zawsze wyobrażałam go sobie jako kobietę. Ale widocznie w oczach Apple nic nie mówi lepiej „kocham telenowele” jak muskularny facet z wyrazem stałej pogardy na twarzy, prawda? Dla mnie to trochę jak zaangażowanie Sylvester Stallone do głównej roli kobiecej w „Przeminęło z wiatrem”. Mam nadzieję, że się w tej kwestii mylę.


No i co z tym legendarnym wewnętrznym monologiem Murderbota? Jak Apple zamierza pokazać bogaty, ironiczny, pełen sarkazmu strumień świadomości, który stanowi 90% uroku tych powieści? Bez tego dostaniemy po prostu kolejnego RoboCopa z depresją.
Dlaczego warto przeczytać książki przed premierą?
Jeśli jeszcze nie mieliście okazji zapoznać się z „Murderbot Diaries”, teraz jest idealny moment. Książki są krótkie (pierwsze cztery to nowele), zabawne i pełne akcji. To także świetna okazja, by wyrobić sobie własne zdanie na temat Murderbota przed premierą serialu.
A co do Apple TV+… cóż, pozostaje nam czekać i mieć nadzieję, że adaptacja odda sprawiedliwość tej wyjątkowej postaci. Mimo tych obaw, jestem pełna nadziei, że serial będzie dobrze zrobiony. Trzeba przyznać, że dotychczasowe adaptacje od Apple prezentowały całkiem wysoki poziom. „Foundation”, „Severance” czy „For All Mankind” pokazały, że firma potrafi tworzyć ambitne sci-fi z odpowiednim budżetem i wizją.
Czekam więc z niecierpliwością na serial i trzymam kciuki, by był udany. W końcu „Murderbot Diaries” to dla mnie jedna z najlepszych serii w kategorii sci-fi, jakie kiedykolwiek czytałam. Murderbot zasługuje na serial tak dobry, że nawet on sam chciałby go obejrzeć zamiast „Sanktuarium Księżyca”.
Podsumowanie
Jeśli jeszcze nie czytałeś „Murderbot Diaries”, natychmiast napraw ten błąd! Ta seria to doskonałe połączenie science fiction, komedii i nieoczekiwanej głębi emocjonalnej. Martha Wells stworzyła bohatera, który mimo braku ludzkiej twarzy (dosłownie – nosi hełm, by ludzie nie widzieli jego ekspresji), jest bardziej ludzki i podobny do nas niż większość ludzkich postaci w literaturze.
A kiedy już przeczytasz książki i zakochasz się w nich tak jak ja, możemy razem narzekać na adaptację Apple. W końcu co może być bardziej w stylu Murderbota niż krytykowanie czegoś, zanim w ogóle się to wydarzy?




