Kobieta szydełkuje w domu; obok samochód z bagażami czeka na podróż nad morze
Blog,  Robótki ręczne

Lato spędzone z szydełkiem w ręku

Lato w tym roku było piekarnikiem, w którym ktoś zapomniał ustawić minutnik. Przerwy na odrobinę chmurek i trzy krople deszczu zdarzały się tak rzadko, że każdą zapamiętałam z datą.

Zdaję sobie sprawę, że istnieją ludzie, którzy w temperaturach bliskich wrzenia z radością rozkładają się na kocu i chłoną słońce jak rośliny z podejrzanie wysokim budżetem na fotosyntezę. Ja do nich nie należę. Gdy tylko słońce zaczyna mi przypiekać skórę, chowam się w domu, najchętniej klimatyzowanym, i czekam, aż ta niemiłosierna żarówka cieplna łaskawie zgaśnie.

Lato z szydełkiem w ręku

Na szczęście miałam sporo pracy zaplanowanej na te tygodnie, więc z domu nie musiałam wychodzić częściej, niż wymagała tego przyzwoitość i sklep z lodami. Szydełko przyrosło mi do dłoni na tyle skutecznie, że zaczęłam się zastanawiać, czy nie powinno figurować w dowodzie osobistym jako znak szczególny. Zapasy włóczki topniały w oczach, szybciej niż śnieg na wiosnę. I bardzo dobrze. Uzbierałam wręcz nieprzyzwoitą ilość włóczek i każdy projekt pochłaniający jej nadmiar jest mile widziany.

Najpierw przyszła faza na kieszonki na telefon. To rozwiązanie wyjątkowo praktyczne, zwłaszcza że większość moich letnich ubrań kieszeni nie posiada, jakby projektanci zakładali, że latem człowiek nie ma nic do noszenia. Zrobiłam więc pierwszą torebeczkę, tak na próbę. Wyszła całkiem sympatyczna. Po pierwszym spacerze z psem okazało się, że telefon to nie wszystko. Klucze też trzeba gdzieś włożyć, a pies, choć ma wiele zalet, kieszeni nie oferuje. Tak powstała wersja druga, potem trzecia, a potem czwarta. Z każdą kolejną szło mi coraz lepiej, a pomysłów na następne przybywało szybciej, niż byłam w stanie je wykonać. W końcu miałam ich już całkiem pokaźną kolekcję, każdą w innym stylu i kolorze, i zaczęłam się zastanawiać, czy może jednak nie jest to szaleństwo, tylko początek kolekcjonerstwa.

Nigdy nie byłam kolekcjonerką torebek, jak wiele znanych mi pań. Teraz zaczynam rozumieć, o co im chodziło.

Torby na letnie wyprawy

Po małych torebkach przyszedł czas na duże. Co przychodzi do głowy, gdy pomyśli się o lecie i upałach? Morze, oczywiście. A skoro plaża, to musi być torba na ręczniki, stroje, kremy i całą resztę drobiazgów niezbędnych w piaskownicy dla dorosłych. Prawda?

Zrobiłam trzy torby, każdą w innym kolorze i z nieco innym wzorem. Zaczęłam od kremowej, z bawełnianej włóczki, ale dość szybko okazało się, że bawełna nie należy do materiałów szczególnie skorych do rozciągania. W efekcie do środka z trudem mieściło się coś więcej niż ręcznik i krem z filtrem. Przy dwóch kolejnych sięgnęłam więc po włóczki z domieszką włókien syntetycznych. Były bardziej miękkie i elastyczne, dzięki czemu torby okazały się znacznie bardziej pojemne. Przy okazji spodobały mi się też dużo bardziej kolorystycznie. Kremowa torba ma bowiem tę niewątpliwą zaletę, że na złotym piasku plaży potrafi skutecznie zniknąć z pola widzenia. Przy odrobinie nieuwagi można więc wrócić do domu z ręcznikiem i kremem, ale bez torby, która postanowiła zostać na plaży.

Z jakiegoś powodu plaża skojarzyła mi się z żółwikami i kolorowymi meduzami. Nie są to stworzenia, które ktokolwiek chciałby spotkać podczas kąpieli, zwłaszcza meduzy, ale te przynajmniej nie parzą, są słodkie i pasują do obranej przeze mnie tematyki. Więc czemu nie.

Zawieszki, owoce i szydełkowy sad

Potem zabrałam się za zawieszki do torebek. I do kluczy, które również nie mają nic przeciwko ozdobom. Starałam się zachować letni klimat, choć lata nie lubię. Zawieszki nie muszą o tym wiedzieć.

Najpierw były kapelusiki. Potem kapelusiki z japonkami. Kapelusz bez obuwia to jednak niepełna garderoba przecież. Potem cytrynka i pomarańcza, którym szybko zrobiło się głupio samym w sadzie, więc dołączyła do nich reszta owoców. Wyszły tak słodkie, że aż za bardzo, i chyba dlatego przyszło mi do głowy, żeby zrobić z nich podkładki pod kubek. A właściwie cały komplet, bo skoro zaczęłam już hodować szydełkowy sad, szkoda było poprzestać na dwóch owocach.

Nie umiem tego opisać inaczej niż jako szaleństwo. Pomysły rodziły się same, bez pytania o zgodę. Nie zdążyłam skończyć jednej rzeczy, a już miałam plan na następną. Kończyłam więc jedno tylko po to, żeby zacząć drugie, i wcale nie był to najbardziej racjonalny system pracy, jaki znam. Po owocowych podkładkach powstały te z kwiatkami, które tak podbiły internet. Uznałam, że internet w kwestii podkładek raczej się nie myli. I oczywiście koszyk, żeby kwiatki miały gdzie mieszkać.

Ręcznie robione prezenty od serca

Dawno nie miałam takiego natchnienia. I to akurat tuż przed wyjazdem, kiedy czas był na wagę złota. Zamiast więc spokojnie kończyć zaplanowane rzeczy, co chwilę wpadałam na kolejny pomysł, który natychmiast wydawał się równie ważny jak wszystkie poprzednie. Najwyraźniej mój mózg uznał, że najlepszym momentem na nieograniczoną kreatywność jest właśnie ten, w którym najbardziej przydałoby się odrobinę ograniczenia.

Dla rodziny przygotowałam jeszcze prezenty: małego lwa, Yodę i lalkę voodoo. Z tematyką lata nie miało to nic wspólnego, za to bardzo dokładnie pasowało do zainteresowań obdarowanych. Po tych wszystkich owocach, kwiatach, kapelusikach i plażowych motywach taka mała wycieczka w zupełnie innym kierunku była chyba nawet potrzebna. Szydełko najwyraźniej nie miało ochoty trzymać się jednego tematu.

Wszystko rozeszło się szybciej niż świeże bułki, z tą różnicą, że bułek nikt nie ogląda z takim namaszczeniem. Patrzyłam, jak ludzie przebierają w ręcznie robionych podarkach, i nie ma dla zaklinaczki kłębków większej nagrody niż ta iskierka zadowolenia i podziwu w cudzych oczach.

Ostatnie dni przed wyjazdem poświęciłam pakowaniu samochodu i planowaniu trasy, ale szydełko cichutko wołało do mnie z biurka. Musiałam niemal siłą odwracać wzrok, inaczej za nic bym się nie spakowała, a lista rzeczy do zrobienia krótka nie była.

Sprawdziłam. Od patrzenia na szydełko wcale się nie skracała.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany