Blog

Hazard bez kasyna, czyli jak wszyscy codziennie kręcimy kołem fortuny

Czy hazard naprawdę znika, czy tylko zmienia kostium?

Wchodzisz na stronę sklepu internetowego, chcesz tylko podejrzeć ceny kubków z zabawnym napisem, a tu nagle wyskakuje kolorowe koło fortuny z obietnicą zniżki. Klikasz, kręcisz, czekasz z napięciem i… gratulacje! Wygrałaś 5% rabatu, który musisz wykorzystać już teraz. Brzmi jak zabawa? Może. Ale to też klasyczna mechanika hazardowa. Tylko zamiast kasyna, masz kubek z sarkazmem.

Loot boxy, gacha i darmowe gry mobilne – nowa twarz starego hazardu

Prawda jest taka, że hazard choć w większości krajów zabroniony nie znikną ze świata. On się tylko… przebrał. Zdjął smoking z Las Vegas i ubrał się w hoodie z e-commerce’u. Dziś nie trzeba grać w jednorękiego bandytę, żeby grać. Wystarczy ściągnąć grę na telefon, odpalić aplikację bankową, albo kliknąć “weź udział w losowaniu” na stronie z majtkami z organicznej bawełny.

Weźmy na przykład gry mobilne, te „darmowe”, w które wciągają się nawet twoje ciotki. Znasz „Genshin Impact”? Albo „FIFA Ultimate Team”? To gry z tzw. mechaniką gacha (czytaj: losowe nagrody, jak kapsułki z zabawkami z automatów), gdzie za pieniądze (te prawdziwe) losujesz, co ci wypadnie: nowa postać? fajna broń? nic? Gracze znają często szanse na „rzadkie dropy”, które są naprawdę niewielkie, ale system i tak sprawia, że czujesz że już prawie wygrałaś, więc… no wiadomo, jeszcze jeden rzut. I jeszcze jeden. I teraz serio ostatni. (A pieniądze z konta znikają szybciej niż zdrowy rozsądek.)Co przerażające – ten system działa tak dobrze, że nawet duże studia tworzące AAA gry zaczynają coraz częściej wprowadzać te rzeczy do swoich gier. I podkreślam to są gry, za które musisz zapłacić, ni te darmowe, a potem jeszcze „grać” w koło fortuny, by mieć szansę na wygraną dodatkowych rzeczy.

Fintech, banki i aplikacje oszczędnościowe – kiedy oszczędzanie staje się grą

A co z bankowością? Przecież tam już nie ma miejsca na hazard. A jednak! W USA istnieją konta oszczędnościowe, gdzie twoje pieniądze… biorą udział w loterii. Im więcej oszczędzasz, tym większa szansa, że wygrasz nagrodę. Teoretycznie: oszczędzasz. Praktycznie: liczysz na szczęście. Jak w Lotto, tylko że nie tracisz kasy, a zyskujesz złudzenie wygranej. Podobnie działają aplikacje fintechowe gdzie logujesz się codziennie i dostajesz „szansę” na nagrodę. Codzienny los, codzienny dreszczyk emocji, wszystko w szacie nowoczesnej bankowości. Często stosuje się „punkty” za zrobienie zakupów przy użyciu określonej karty bankowej, które następnie możesz wykorzystać na zakup innych rzeczy albo kuponu rabatowego na inne rzeczy! A jak jeszcze ci wystrzeli na ekranie konfetti po zrobieniu przelewu… no cóż, jesteś jednym kliknięciem od zostania inwestorem z TikToka.

Koła fortuny w sklepach online czyli zakupy z dreszczykiem emocji

A teraz szybki skok do świata promocji. Kiedyś była gra Monopoly w McDonald’s. Ludzie wpadli w szał zbierania naklejek z frytek, żeby wygrać Mini Coopera, którego nikt nigdy nie widział. Mechanika jest prosta: kupujesz więcej, zbierasz losowo rozdawane kupony, liczysz na cud. Działa to jak klasyczna gra losowa, tylko z dużą ilością niezdrowego tłuszczu.

W sieci jest podobnie. Na stronie z kosmetykami możesz dostać kod rabatowy, ale najpierw musisz… rozwiązać quiz! Albo znaleźć ukryty kod na stronie jak jakiś cyfrowy Indiana Jones. Po co? Żeby poczuć, że zasłużyłaś na ten rabat. W końcu nie każdy znalazł ukrytego misia w stopce regulaminu, prawda? Nawet punkty lojalnościowe są zaprojektowane jak gra: zbierasz, awansujesz, odblokowujesz „skrzynkę” z losową nagrodą. Gratulacje, właśnie wygrałaś kupon o nieznanej wartości, ważny przez 36 minut i tylko na produkty do pielęgnacji pięt.

Żyjemy w świecie legalnego hazardu?

Każda z tych rzeczy: gacha, loot boxy, quizy, koła fortuny, promocje z konfetti, działa na dokładnie tych samych mechanizmach, które napędzają hazard: losowość, emocje, iluzję wpływu. Myślisz, że to ty podejmujesz decyzję, ale to system podpowiada ci, żeby „spróbować jeszcze raz”. Bo tym razem na pewno się uda. Albo prawie się uda. A „prawie” to idealna przynęta.

I wiesz co? Nie będę udawać, że jestem ponad to. Też w to wszystko wpadam. Gram w „darmowe” gry, które zjadają mój czas (i czasem portfel) i robię zakupy na Temu, bo „za tę cenę to przecież grzech nie wziąć”. Portfel staram się trzymać na krótkim łańcuchu, ale on bywa sprytny i czasem sam się odpina. Więc jeśli czujesz się trochę zmanipulowana, trochę wciągnięta – witaj w klubie. Taki świat nas otacza i nie ma od tego ucieczki… chyba.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Opinie
Zobacz wszystkie
0
Co o tym sądzisz? Dodaj komentarzx