Blog,  Hobby,  Technologia

Teoria martwego internetu, czyli co jest prawdą w sieci

Pamiętacie te czasy, kiedy Internet był dziki, nieokiełznany i pełen ludzi, którzy naprawdę istnieli? Czasem aż trudno uwierzyć, że w ogóle takie czasy istniały. Obecnie coraz częściej słyszy się o martwym internecie. Według teorii martwego Internetu, już od dawna rozmawiamy głównie z botami, a ludzie to tylko nieśmiałe awatary, które czasem wyjdą z piwnicy, żeby napisać „XD”.

Boty – nowi królowie Internetu

Wyobraźcie sobie, że scrollujecie Facebooka, Twittera, Instagrama czy TikToka. Wszędzie tysiące komentarzy, lajków, serduszek i udostępnień. Po głębszym przyjrzeniu się jednak nagle dociera do was, że to wszystko to nie są ludzie, tylko boty, które mają za zadanie przekonać was, że świat jest pełen ekscytujących rozmów i gorących dyskusji. W praktyce wygląda to tak, że pod każdym postem o nowym kremie do twarzy znajdziecie 50 komentarzy w stylu „Amazing product!” albo „My skin has never been better!”. A potem, dla równowagi, pojawia się bot-antagonista, który pisze „Total scam!”. Bo przecież Internet musi być pluralistyczny, nawet jeśli pluralizm zapewniają mu algorytmy.

Dyskusje, które nigdy się nie kończą

Pamiętam legendarne wojny na forach o to, czy lepszy jest Windows czy Linux, Android czy iOS, pizza hawajska czy pepperoni? No cóż, według teorii martwego Internetu, te dyskusje od dawna prowadzą już tylko boty, które mają za zadanie utrzymywać ruch na stronie i generować kliknięcia. Ludzie się już dawno znudzili, ale boty nigdy nie śpią. Przecież ktoś musi napisać 78. komentarz pod filmem na YouTube, w którym wyjaśnia, że „to wszystko przez Illuminatów”.

Influencerzy, którzy nigdy nie śpią

Zastanawialiście się kiedyś, jak to możliwe, że niektórzy influencerzy publikują po 20 postów dziennie, odpowiadają na każdy komentarz i jeszcze mają czas na gotowanie, ćwiczenia i podróże? Odpowiedź jest prosta: to już nie są ludzie, to boty. Albo przynajmniej mają wsparcie od botów. W końcu nikt przy zdrowych zmysłach nie napisałby 300 komentarzy pod własnym zdjęciem z wakacji, chyba że płaci mu za to algorytm.

Dlaczego wasz post o tym, że pada deszcz, zebrał zero reakcji? To proste – boty nie mają jeszcze algorytmu na polubienie pogody. Ale nie martwcie się, już pracują nad aktualizacją! Wkrótce boty będą mogły nawet współczuć, że wasz parasol się złamał, i polecą wam nowy – oczywiście przez link afiliacyjny.

Martwy internet – dobrze czy źle?

Teoria martwego Internetu mówi nam jedno: żyjemy w gigantycznej symulacji, gdzie każdy z nas gra statystę w przedstawieniu, którego reżyserem jest AI. Każda dyskusja, każda kłótnia, każdy viralowy mem to dobrze wyreżyserowana scena, w której rolę główną grają boty. My, ludzie, mamy tylko patrzeć, klikać i czasem napisać coś od siebie, żeby algorytm się zorientował, że jeszcze żyjemy.

Niektórzy mówią, że to koniec Internetu, jaki znamy. Ale czy naprawdę było tak dobrze, kiedy jeszcze byli tu sami ludzie? Przypomnijcie sobie te wszystkie kłótnie, hejty i spam. Teraz przynajmniej mamy pewność, że nikt nie obrazi nas osobiście – bo boty nie mają jeszcze funkcji „obrażanie na zamówienie”. Chociaż, znając tempo rozwoju AI, to tylko kwestia czasu.

Internet nie jest martwy. On po prostu przeszedł na tryb zombie. Jest pełen aktywności, ale to aktywność bez duszy. Więc następnym razem, gdy ktoś polubi wasze zdjęcie, zastanówcie się: czy to jeszcze człowiek, czy już tylko linijka kodu? Ale hej, przynajmniej boty nie pytają, kiedy w końcu się ustatkujesz

PS. Ten wpis napisałam ja. Chyba. Albo bot. Kto to może wiedzieć?

PS2. Jeśli chcecie zostawić komentarz pod tym wpisem, proszę, napiszcie coś, czego bot by nie wymyślił. Powodzenia!

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Opinie
Zobacz wszystkie
0
Co o tym sądzisz? Dodaj komentarzx