
Paputkowa zemsta: Jak życie udowodniło mi, że babcia miała rację
Każdy ma w życiu ten jeden moment, kiedy uświadamia sobie, że powoli zamienia się w swoich rodziców albo – co gorsza – w swoją babcię. Mój moment przyszedł niespodziewanie i pachniał… owczą wełną.
Paputkowy obciach i przestępcza działalność kapciowa
Pamiętacie te chwile z dzieciństwa, kiedy babcia z miłością, ale i żelazną konsekwencją, zmuszała Was do noszenia własnoręcznie wydzierganych kapci? Te kolorowe, wełniane cuda, które wyglądały jak skrzyżowanie jeża z tęczą, a my wolelibyśmy raczej przebiec boso po rozżarzonych węglach niż pokazać się w nich przed kolegami?
O tak, ja pamiętam to aż za dobrze!
Jako dziecko opracowałam całą serię technik „znikających kapci”. Potrafiłam je „przypadkowo” zgubić w drodze do kuchni, ukryć w najmroczniejszych zakamarkach szafy, a nawet przekonać naszego psa, że to nowa zabawka. Wszystko, byleby tylko nie paradować w tych „babcinych potworkach” przed znajomymi.
Ale wiecie co? To były najlepsze, najcieplejsze i najwygodniejsze papcie, jakie kiedykolwiek nosiłam.
Ale jako dziecko nie mogłam się do tego przyznać. Honor i reputacja wśród rówieśników były na szali!
Wełniana trauma i zesłanie na kłębkową Syberię
Jakby samo noszenie kapci nie było wystarczająco bolesne dla mojego dziecięcego ego, babcia miała w zanadrzu jeszcze jedną torturę: trzymanie włóczki.
Ktokolwiek doświadczył tej katorgi, ten wie. Nie było zmiłuj. Stoisz nieruchomo jak żywy stojak na wełnę, ręce zdrętwiałe, życie przelatuje ci przed oczami. A babcia powoli, metodycznie nawija tę włóczkę, rzucając groźne spojrzenia, jeśli przypadkiem się poruszysz.
Wtedy myślałam, że to najgorszy los, jaki może mnie spotkać.
Aż pewnego dnia… z własnej, nieprzymuszonej woli postanowiłam nauczyć się robić na drutach.
Hobby, które wymknęło się spod kontroli
Nie wiem, kiedy dokładnie mój mózg stwierdził, że fajnie byłoby przejść na stronę babci i zacząć dziergać. Może wtedy, gdy sweterki robione na drutach zaczęły być modne? Może wtedy, gdy zobaczyłam, że ludzie na bazarze sprzedają wełniane szale w cenie nerki na czarnym rynku?
W każdym razie, pewnego dnia obudziłam się z obsesją na punkcie robótek ręcznych. Szydełkowałam jak w transie. Wkrótce w moim domu zaczęło brakować powierzchni, na której można by położyć kolejne serwetki, obrusiki i inne rzeczy. Rodzina i znajomi dostawali je w prezencie przy każdej możliwej okazji. „O, kolejna serwetka…” – widziałam ten wymuszony uśmiech za każdym razem, gdy odpakowywali prezent, ale byłam zbyt podekscytowana swoim nowym hobby, by się tym przejmować.
Oczywiście wszyscy udawali zachwyt. A ja udawałam, że im wierzę.
Potem życie się wydarzyło – praca, dzieci, przeprowadzki – i moje hobby zniknęło na lata.
Aż tu nagle…
Tajemnicza włóczka i podejrzane znaki od wszechświata
Idę sobie na spacer, patrzę – sterta włóczki w wąwozie. Porzucona. Zabłocona. Wyglądała jak włóczkowy odpowiednik psa ze schroniska.
Więc oczywiście, jak na zdrową psychicznie osobę przystało, wzięłam to do domu.
Po co? Nie wiem. Może włóczka wysyłała mi telepatyczne sygnały. Może moja babcia, gdziekolwiek teraz jest, wyszeptała z zaświatów: „No i co, jednak się przydało, co?”
Wyprałam, osuszyłam, a potem obudziłam się z zamówieniem na Amazonie – druty, szydełka, włóczki w kolorach, które sprawiają, że zastanawiasz się nad sensem życia.
I tak oto, po latach buntu, stałam się dokładnie tym, czym nie chciałam się stać.
Wniosek? Karma to wełniana suka.
Dziś paputki wróciły do mody. Okazało się, że ręcznie robione produkty przeżywają renesans! Ludzie płacą fortunę za to, co kiedyś uważaliśmy za symbol staroświeckości. Czyżby los próbował mi coś powiedzieć? Tak więc teraz, zamiast wyśmiewać się z babcinych robótek, siedzę i oglądam filmiki na YouTube, zastanawiając się, czy jeszcze pamiętam, jak się robi warkoczowy wzór.
Jedno jest pewne – koło historii zatoczyło pełny krąg. Kiedyś wstydziłam się babcinych robótek, a dziś z dumą wracam do tej tradycji. I kto by pomyślał, że wszystko zacznie się od porzuconej w błocie włóczki?
Czasami życie ma dla nas przygotowane najbardziej zaskakujące wzory…
A zimą ciepłe papcie zawsze się przydadzą.
A Wy? Macie jakieś wspomnienia związane z babcinymi rękodziełami? Albo może sami kultywujecie jakieś tradycyjne umiejętności, które kiedyś wydawały Wam się obciachowe? Dajcie znać w komentarzach!




